| Studium bieli |
|
|
|
| Sztuka - Opowiadania | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Autor: Rafał Fluderski | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 23.11.2009. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
„Doctor Doctor what is wrong with me” Roger Waters Åšniegi stopniaÅ‚y dwa dni po tym, gdy liszaje mrozu daÅ‚y za wygranÄ…. Zima ustÄ…piÅ‚a, lód na rzece zamieniÅ‚ siÄ™ w bÅ‚otnistÄ… białą brejÄ™, krysztaÅ‚owe stalaktyty na dachach budynków malaÅ‚y w oczach. Tej samej nocy pojawiÅ‚a siÄ™ mgÅ‚a. NadeszÅ‚a od strony gór. StaczaÅ‚a siÄ™ ospale ze stoków, ginÄ…c na moment w kamienistych szczelinach, by chwilÄ™ później wypeÅ‚znąć na powierzchniÄ™ i kontynuować swój grobowy marsz. ByÅ‚o dobrze po póÅ‚nocy, gdy przekroczyÅ‚a granice miasta. Już wtedy przeczuwaliÅ›my, że nie odejdzie zbyt szybko. Å»e coÅ› siÄ™ stanie. Zawiesista konsystencja rozlewaÅ‚a siÄ™ po uliczkach, opatulaÅ‚a kamienice, lizaÅ‚a bruk, pochÅ‚aniaÅ‚a Å›wiatÅ‚o z okolicznych latarÅ„. Przerażeni ludzie stawali w oknach, dzieci chowaÅ‚y siÄ™ pod Å‚óżkiem, psy zawodziÅ‚y żaÅ‚oÅ›nie. Z czasem na dobre przejęła kontrolÄ™ nad naszym życiem. Za dnia drÄ™czyÅ‚a handlarzy na targowisku, nocÄ… wyÅ‚a w kominach, wtórujÄ…c porywistej aurze, a bladym Å›witem pukaÅ‚a do mego okna, próbujÄ…c wyciÄ…gnąć mnie na ostatni spacer.
Nowy wspaniaÅ‚y Å›wiat W moim poukÅ‚adanym Å›wiecie wszystko ma odpowiedni kolor, a każda sprawa dobrze siÄ™ koÅ„czy. Z sadystycznÄ… precyzjÄ… wstajÄ™ za pięć ósma i kÅ‚adÄ™ siÄ™ wieczorem o peÅ‚nej godzinie. Nigdy nie upijam siÄ™ przed dwunastÄ…, a kawa zawsze smakuje wybornie. RobiÄ™ siÄ™ obleÅ›ny i obrastam tÅ‚uszczem, bo ruchu zażywam jedynie w drodze do lodówki. Mam domek z ogródkiem, psa i fajnÄ… fuchÄ™. A nie, przepraszam. Fucha jest taka sobie, psa nigdy nie byÅ‚o, a zamiast chatki na przedmieÅ›ciach mieszkanie na drugim piÄ™trze. Z balkonem. W moim poukÅ‚adanym Å›wiecie Faun jest czwartym do brydża, nigdy wrogiem. Towarzyszem, z którym czasem wspominam stare zÅ‚e czasy. Klepiemy siÄ™ po nabrzmiaÅ‚ych od piwa brzuchach i drapiemy po brodach, udajÄ…c mÄ™drców, którzy wynieÅ›li z minionych lat odrobinÄ™ ludowej mÄ…droÅ›ci. W moim poukÅ‚adanym Å›wiecie nigdy nie ma miejsca na przypadek. Rzeczy majÄ… naturalny ksztaÅ‚t i przypisany im zapach. Nikt nie wychyla siÄ™ przed szereg, a każda cegieÅ‚ka zna swój numer i należne jej miejsce. Mojego poukÅ‚adanego Å›wiata już nie ma, bo gdy wchodzisz na tor kolizyjny, rozpieprzasz Å‚bem ten cholerny mur.
KoÅ„cówka TkwiÄ…c na balkonie drugiego piÄ™tra obserwujÄ™ bezradnie, jak poÅ‚yka Å›wiat. SÄ…siedni blok już nie istnieje, za chwilÄ™ strawi i mnie. Przygotowany na najgorsze, gaszÄ™ niedopalonego peta ma metalowej barierce. RzuciÅ‚bym kuflem przed siebie, ale piwa jak na zÅ‚ość zabrakÅ‚o. Sklep już dawno przetrawiony, znikÄ…d pomocy. TkwiÄ™ na balkonie drugiego piÄ™tra i czekam, aż przyjdzie. Widoczność spadÅ‚a niemal do zera, sÄ…siednie klatki staÅ‚y siÄ™ wspomnieniem. SÄ…siad zza Å›ciany już nie bÄ™dzie miaÅ‚ okazji walić po rurach, gdy tylko za gÅ‚oÅ›no puszczÄ™ muzykÄ™. Wychylam siÄ™ i patrzÄ™ w białą przepaść. Staruszka z parteru też już chyba nikogo nie wkurzy, Å›limaczÄ…c siÄ™ na przejÅ›ciu dla pieszych. TkwiÄ™ na balkonie drugiego piÄ™tra i widzÄ™ wyraźnie, jak gÄ™stnieje i bulgocze. Pieni siÄ™ i wÅ›cieka, że nie może pożreć wszystkiego jednym kÅ‚apniÄ™ciem.
Nowy wspaniaÅ‚y Å›wiat Mam dziwnÄ… sÅ‚abość do banalnych przedmiotów. Może wÅ‚aÅ›nie dlatego siÄ™ nimi otaczam. Leżą znudzone, stapiajÄ…c siÄ™ z masywnym blatem. StarajÄ… siÄ™ nie rzucać w oczy; udajÄ…, że ich tu nie ma. Filiżanka z zaschniÄ™tym osadem zdradzajÄ…cym uzależnienie od porannej kawy. Brudna Å‚yżeczka rzucona gdzieÅ› w kÄ…t. Dwie szklanki po drinkach, jeden kubek po czerwonej herbacie. Niemal doszczÄ™tnie rozÅ‚adowany telefon. Nowa powieść Pilcha (w twardej oprawie, dobra literatura nie znosi półśrodków) na nieużywanym laptopie. SÅ‚uchawki do nocnych posiedzeÅ„ tuż obok. Trzy dÅ‚ugopisy, w tym jeden piszÄ…cy. Kartki papieru peÅ‚ne wÅ‚asnych hieroglifów. Kupony totka, które zawiodÅ‚y. I jeden, który wciąż ma szansÄ™. ZatÅ‚uszczona koperta z wczorajszej przesyÅ‚ki i pięć innych z minionego miesiÄ…ca. Uszkodzony pendrive i caÅ‚kiem sprawna "empetrójka", najlepszy towarzysz pijackich eskapad. Czerwona zapalniczka wepchniÄ™ta pomiÄ™dzy plastikowe pudeÅ‚ka a napoczÄ™tÄ… paczkÄ™ chusteczek (mechanizm zardzewiaÅ‚, gaz uleciaÅ‚, a czerwieÅ„ jakby zwietrzaÅ‚a). Po prawej lampa, na lewo bezksztaÅ‚tny stos gazet. Najrozmaitszych. Za plecami tuzin puszek, gdzieÅ› pod stopami karton po soku jabÅ‚kowym. Z przodu kaskady kabli, warkocze przewodów. Na wyciÄ…gniÄ™cie rÄ™ki rzÄ™dy obwolut; kolejne Å›ciany z papieru i portret mentora górujÄ…cy nad okolicÄ…. Mam dziwnÄ… sÅ‚abość do banalnych przedmiotów. MajÄ… gdzieÅ›, co myÅ›lÄ™. Otaczam siÄ™ reliktami pamiÄ™ci, skamielinami dnia wczorajszego i stertÄ… Å›mieci. BudujÄ™ mur.
Ostatnia prosta Drżące snopy samochodowych Å›wiateÅ‚ próbujÄ… przebić siÄ™ przez biel. PoÅ‚ykam tabletkÄ™ od bólu gÅ‚owy. Nie z bólu, a z przyzwyczajenia. Popijam wodÄ…. Z gÅ‚oÅ›ników dochodzÄ… tylko dziwne trzaski. Zaciskam dÅ‚onie na wilgotnej kierownicy. PedaÅ‚ gazu przyjemnie wibruje pod stopÄ…. Samochód posÅ‚usznie wykonuje moje polecenia, bez protestu przedziera siÄ™ przez zsiadÅ‚e mleko. Otwieram szybÄ™, by otrzeźwić trawionÄ… gorÄ…czkÄ… gÅ‚owÄ™. MgÅ‚a wdziera siÄ™ do Å›rodka, oblepia tapicerkÄ™ i przedniÄ… szybÄ™. To nawet zabawne, że pojawiÅ‚a siÄ™ w moim życiu wÅ‚aÅ›nie teraz. BrodzÄ™ w niej, tonÄ™ każdej nocy. Ma zwyczaj kÅ‚aść swe smukÅ‚e palce na mojej szyi i delikatnie dusić. Nie chce stracić mnie zbyt szybko. Coraz trudniej o oddech, coraz mniej czasu. Nie wiem, co czeka za kolejnym wzniesieniem. StrzaÅ‚ka na desce rozdzielczej przyjmuje pozycjÄ™ horyzontalnÄ…. Nabieram prÄ™dkoÅ›ci, choć jestem dziwnie spokojny. PodÅ›wiadomie przeczuwam, że masyw osiemnastokoÅ‚owego potwora nie zmaterializuje siÄ™ przede mnÄ…. Bo i skÄ…d? Åšwiata już nie ma. Ciężarówek i szoferów w przepoconych koszulach również. W mgle wszystko wydaje siÄ™ takie same. Mam jednak nadziejÄ™, że gdzieÅ› tam jest miejsce, w którym stary Faun odpuÅ›ci i zmÄ™czony ostatnim rokiem, zapadnie w zimowy sen. Chociażby na kolejne dziewięć lat. Ostatni migoczÄ…cy punkt mknie przed siebie. Póki paliwa wystarczy.
Pink, Cieszyn, mgliste lutowe noce 2009
3.22 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| « poprzedni artykuÅ‚ | nastÄ™pny artykuÅ‚ » |
|---|
| Nad ranem |
|
W audycjach radiowych i kÅ‚ótniach sÄ…siadów zaczynam wyczuwać troskÄ™ o sÅ‚uchacza. Zerkam na plac zabaw gdzie przechadza siÄ™ piastun wrzaskliwej kosiarki do trawy. |
|
| Czytaj całość |
|
Albert Einstein |
|
| Czytaj całość |
| Wojny plemników |
|
|
|
| Czytaj całość |
| Gustave Caillebotte |
|
|
|
| Czytaj całość |
| Liberalizm się opłaca |
|
|
|
| Czytaj całość |
| Pan i pani i kolej |
|
- To chyba jasne – pani wróciÅ‚ dobry humor – przecież musiaÅ‚a wczeÅ›niej wypisać bilet, wydrukować, podać. Za pracÄ™ należy siÄ™ zapÅ‚ata. - Masz racjÄ™, kochanie. PoszedÅ‚bym jeszcze dalej – pan wpadÅ‚ w ten sam ton – jeÅ›li pociÄ…g ma opóźnienie, pasażerowie, powinni dopÅ‚acić do biletu, bo obsÅ‚uga pracuje dÅ‚użej, wiÄ™c należy siÄ™ jej dodatek za nadgodziny. - Aby siÄ™ pasażerowie zbytnio nie niecierpliwili oczekujÄ…c na pociÄ…g – pani przyszedÅ‚ do gÅ‚owy rewelacyjny pomysÅ‚ – niech posprzÄ…tajÄ… dworzec. Nie bÄ™dÄ… zÅ‚oÅ›liwie brudzić. |
|
| Czytaj całość |
| Zaszła w ciążę dzięki posągowi płodności |
|
|
|
| Czytaj całość |
| W Gdańsku powstanie najdokładniejszy zegar świata |
|
|
|
| Czytaj całość |
| Strona wyświetla się nieprawidłowo? |
|
Mozilla Firefox (kliknij tutaj) - Firefox dziÄ™ki ponad 6000 dodatków umożliwia Ci dopasowanie go dokÅ‚adnie do Twoich potrzeb. Opera (kliknij tutaj) - Najszybsza przeglÄ…darka na Å›wiecie Opera 10.53. |
|
| Czytaj całość |